O. A. Gadek: Maryjny wymiar miłości

Maryjny wymiar miłości

Wszyscy pragniemy kochać i być kochani. Jest to konieczność i zaprzeczyć jej nie możemy, nie przecząc własnemu sercu, którego życiem jest miłość. Wszelki niepokój serca pochodzi stąd, że albo [pragnie] kochać, albo pragnie być kochanym - niespokojne jest serce, dopóki całkowicie nie odpocznie w Bogu, w którym jest pełnia wzajemnego kochania.
Temu naturalnemu pragnieniu serca odpowiadają mniej lub więcej naturalne uczucia między osobami drogimi i kochanymi. Najbliższe stosunki zachodzą między matką a dzieckiem. Gdy matka umiera i zostawia dziecko, bardziej czuje się ono sierotą, niż gdy jest pozbawione ojca. Daleko smutniej jest być sierotą, która ani matki, ani ojca nie ma, nad takim dzieckiem wszyscy się litują, jak nad kimś bardzo nieszczęśliwym, bo nie wyczuwa ono ciepła rodzinnego, którego jednak każde serce pragnie.
My, w pewnym znaczeniu, wszyscy jesteśmy sierotami na tej ziemi. Gdyśmy bowiem wezwani łaską opuścili wszystko i poszli za Chrystusem, opuściliśmy ojca i matkę (por. Mt 19, 29), by jedynie Bogu się poświęcić i miłość naturalną zamieniliśmy na nadprzyrodzoną. Mimo że ta zamiana jest nieskończenie korzystna, bo miłość nadprzyrodzona przewyższa wszelką miłość naturalną, ponieważ jednak odczuwa się ją tylko duchowo, a nie uczuciowo, ani też Ojciec nasz niebieski nie jest widzialny, ani nie można rzucić Mu się w ramiona, więc potrzebę tej miłości bardziej odczuwamy i jej szukamy. Tę miłość ojcowską Apostołowie dotykalnie odczuwali, obcując przyjaźnie z Jezusem. Toteż gdy zapowiedział, że ich opuści, smutek napełnił ich serca. Pan Jezus pocieszył ich jednak, obiecując, że nie zostawi ich sierotami (por. J 14, 8), że owszem, zostanie z nimi aż do skończenia wieków (por. Mt 28, 20), a nawet prześle im Ducha Pocieszyciela, który ich pocieszy (por. J 14, 16-18) i brak miłości uczuciowej zastąpi miłością duchową.
Wiedząc jednak, że dzieci bardziej sobie podobają w miłości matki, w ostatniej chwili swego życia na krzyżu umierając, testamentem swej woli i miłości dał im Matkę swoją (por. J 19, 27), by im była Matką z taką samą miłością, jaką miała dla Niego, gdy daleki od Ojca pielgrzymował po tej ziemi, by tak samo kochała ich wszystkich, którzy w Niego uwierzą.
Z Boskim wyczuciem Jezus zaspokoił potrzebę naszego serca i nie możemy już skarżyć się, że jesteśmy sierotami, bo prócz Ojca w niebie mamy Matkę, która miłość do Jezusa przenosi na nas.
Tenże, Matka Bożego Dzieciątka i dzieci Bożych, red. O. Filek OCD,
[w:] Biblioteka Założyciela, t. 3, Łódź 1998, s. 117-118

link: http://szkaplerz.pl/antologia/index.php?go=Anzelm