TOM 6/ ZASADY: O POCZĄTKACH ŻYCIA NADPRZYRODZONEGO U CZŁOWIEKA

O POCZĄTKACH ŻYCIA NADPRZYRODZONEGO U CZŁOWIEKA

l. Bóg udziela się swemu stworzeniu
Przy kolebce rodzaju ludzkiego wiara katolicka widzi niepojęte dary Boskiej łaskawości. Człowiek stworzony przez Boga dążyłby do poznawania, chwalenia i miłowania swego Stwórcy, jak o to woła sama jego natura. Jednakże najwyższy Pan, którego potęga nie zamyka się w prawach i własnościach stworzonej natury, z niewyczerpanej swej dobroci raczył już w samym początku podnieść pierwszego człowieka ponad warunki jego natury do stanu wyższego, w którym się stał uczestnikiem Boskiej natury. W tym celu oprócz darów, którymi ubogacił jego naturę, wlał mu łaskę Ducha Świętego, by z natury będąc tylko sługą, z łaski stał się synem, i przez to już nie naturalnymi tylko siłami, lecz miłością, z góry wlaną, zachowując przykazania Boże i pełniąc uczynki cnót, zasłużył sobie na wieczne dziedzictwo. Stąd mocą swej łaski, Stwórca uczynił ciało człowieka podległe duchowi i bojaźń śmierci od śmiertelnego ciała oddalił. Śmiertelnym bowiem był człowiek z natury, nieśmiertelnym zaś z dobrodziejstwa Stwórcy.

2. Podniesienie do stanu nadnaturalnego
Jak się to stało? Z natury człowiek był tylko sługą Boga, jego własnością [...]. Przez nieskończoną dobroć, której nigdy dosyć się nie odwdzięczymy, Bóg raczył wprowadzić człowieka do swej rodziny, przyjąć go za dziecko, uczynić go dziedzicem i zapewnić mu miejsce w swoim królestwie. By to przyjęcie i wprowadzenie do Boskiej Rodziny nie było tylko czczą formalnością, postawieniem kogoś obcego przy stole swoim, wlał Bóg człowiekowi łaskę, dar nad dary, przymiot prawdziwie Boski, choć stworzony, który wyrył w jego duszy i władzach podobieństwo Boże, podniósł go ponad stan służebny tak, że ten człowiek przez to synostwo dosięgną! szczytów Bożych, mógł Boga poznawać w tym życiu wiedzą wyższą, niż na to pozwalał jego rozum, mianowicie przez światło wiary, i posiąść Boga przez światło chwały, przez widzenie Go twarzą w twarz, na podobieństwo tego, jakim się sam Bóg poznaje, i kochać Go w miarę jasności tego widzenia.
Do tej łaski uświęcającej, która „glinę" uczyniła dzieckiem Boga, a samą istotę duszy uświęcała i ubóstwiała, przydał Bóg człowiekowi inne łaski, wlewając w jego duszę cnoty wlane i dary Ducha Świętego, które poświęciły, podniosły i ubóstwiły, jeśli tak powiedzieć można, jego władze; nadto łaskę uczynkową, by ta poruszała je do uczynków nadnaturalnych i zasługujących.
Kiedy człowiek otrzymał te łaski? Odpowiadamy ze św. Augustynem, za którym idzie św. Tomasz z Akwinu, że tę łaskę otrzymał w pierwszym momencie stworzenia. „Bóg, powiada św. Augustyn, o pierwszych rodzicach, równocześnie był w nich, stwarzając naturę i dając łaskę". Przez ten przywilej nadprzyrodzony Bóg zamieszkał w stworzeniu, uczynił człowieka swoją świątynią, swoim na ziemi kościołem.

3. Dary naturze przydane
Przeznaczając człowieka do tak niepojętej godności i bliskości, Stwórca uzupełnił ponadto jego naturę darami, do których człowiek nie miał prawa. Człowiek z natury był podległy pożądliwości, musiałby nabywać wiedzę własną pracą i podlegał śmierci. Bóg uzupełnił te niedostatki w pierwszym człowieku przez trzy nadprzyrodzone dary: a) dając człowiekowi dar całości, czyli nieskazitelności, czyniąc go przezeń wolnym od pożądliwości; b) udzielając mu wiedzy tak zwanej wlanej; c) czyniąc go nieśmiertelnym także co do ciała.

a. Dar nieskazitelności, czyli całość natury
By zrozumieć, czym jest ten dar, wypada się nam zastanowić nad pożądliwością. Zbyt ją czujemy i niestety zbyt jej ulegamy. Pożądliwość w najszerszym znaczeniu jest pożądaniem jakiegoś dobra, czy to dozwolonego czy niedozwolonego, naturalnego czy nadnaturalnego, rzeczywistego czy pozornego. Najczęściej jednak i powszechnie w książkach duchownych, pożądliwością nazywamy skłonność, czyli żądzę, która nas ciągnie swym apetytem do dóbr zmysłowych, rozkosznych, niezgodnie z rozumem lub przeciw niemu. Tego rodzaju pożądliwość już to biegnie z rozpędem za spostrzeżeniami zmysłów ku pozornemu dobru, już to ucieka od pozornego zła, uprzedzając sąd rozumu; to znowu ciągnie wolę do zezwolenia. Jeśli wola się sprzeciwia, wówczas powstaje walka między częścią człowieka rozumną, wyższą a między częścią [zmysłową], niższą. Te żądze sprawiają w organizmie pewne zmiany i wywołują poruszenia serca i pożądliwych organów, tych zaś poruszeń rozum nie może opanować według swej woli.
Skąd rodzi się pożądliwość? Nie pochodzi ona z jakiejś chorobliwej jakości, przez grzech jakby wszczepionej w naturę, lecz pochodzi z braku dostatecznej siły i doskonałego opanowania przez rozum części niższej, który jej całkowicie poskromić nie jest w stanie, jak również z braku poddania się części niższej rozumowi. Stąd pożądliwość jest buntem; czym bunt jest w społeczeństwie, tym pożądliwość w naturze ludzkiej. Czy pożądliwość jest złem? W obecnym porządku rzeczy pożądliwość jest złem, jako następstwo grzechu, jest złem kary; jest złem, bo nie jest godne natury rozumnej być pociąganą do tego, co nie jest godziwe i co nie przystoi. Pożądliwość nie jest jednak złem moralnym, czyli grzechem, podnieca jedynie do grzechu, który rodzi się ze zgody rozumu i woli na jej podniety. Mimo tego można powiedzieć, że w dziedzinie moralnej w pożądliwości jest pewna złość materialna, bo już to występuje przeciw rozumowi i porządkowi moralnemu, już to mąci jasność pojęcia i ciągnie do grzechu. Do grzechu zaś ciągnie pożądliwość, budząc żądze, stąd sprawia, że pod jej wpływem uważa się za dobre, co bez niej uważałoby się za złe; pod jej wpływem zapala się wyobraźnia, a jej wtórują inne pasje, wskutek czego rozum w swym sądzie bywa oszukany. Pod tyranią tej pożądliwości biedzi się każdy człowiek, szarpie go i walczy w nim pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, i pycha żywota.
Inaczej było u pierwszych naszych rodziców. Nie byli niewolnikami pożądliwości, lecz byli prawdziwie wolnymi panami nad pożądliwością. Otrzymali oni od Boga dar całości, czyli nieskazitelności natury, który polegał na despotycznym i pełnym panowaniu, a nie politycznym, jak u nas nad częścią niższą tak, że rozum kierował samowolnie poruszeniami części niższej, zależnymi całkiem od jego skinienia. Ponieważ przez ten dar panowała doskonała jedność i zgoda między częścią niższą a wyższą, i żadnej nie było walki ani buntu, które wywołuje pożądliwość, przeto ten dar nazwano całością, nieskazitelnością natury. Tak przez ten dar Boży pierwszy człowiek nie doświadczał tej tyranii, jakiej my podlegamy, lecz był w zupełnie niezamąconym posiadaniu i używaniu swych władz duchowych i zmysłowych.

b. Dar wiedzy
Drugim kosztownym darem Boga dla pierwszego człowieka była wiedza wlana. Takiej wiedzy wlanej natura nasza nie wymaga, nie ma do niej prawa, jest ona przywilejem aniołów; my tylko stopniowo, według praw psychologicznych, powoli dochodzimy do wiedzy. Dla pierwszego jednak rodzica dar ten, ze względu na jego stanowisko, był bardzo pożądany; był bowiem pierwszy człowiek w porządku fizycznym początkiem rodzaju ludzkiego, a jako taki miał być wychowawcą całej ludzkości w porządku etycznym, społecznym i teologicznym; stąd nie tyle dla niego, ile raczej ze względu na jego charakter głowy rodzaju ludzkiego, Bóg obdarzył go wiedzą wlaną.
Wiedzę tę pomnażały szczęśliwe warunki, w jakich się pierwszy człowiek znajdował. Tym łatwiej bowiem nabywa się wiedzy, im lepiej jest się przygotowanym i ma się lepsze środki poznawania. Adam zaś był najlepiej przygotowany, z jednej strony nieskazitelność natury wyklucza zamęt pojęć i zamieszanie, jakie sprowadza pożądliwość, z drugiej strony dawała jedność i zgodę wszystkich sił; wolnym był od bólów, chorób i smutków, a umysł jego z powodu niewinności cieszył się pełnym pokojem. Środki zaś poznawania, to jest sam człowiek i wszechświat, były daleko piękniejszym obrazem Stwórcy przed upadkiem niż po przekleństwie.
Pyta się św. Tomasz z Akwinu, czy dzieci zrodzone z Adama, gdyby tenże nie zgrzeszył, miałyby także wiedzę wlaną, i sam odpowiada, że nie; dzieci nie rodziłyby się doskonałe w wiedzy, lecz nabywałyby tejże bez trudności i wysiłku. Przyczyną, dla której Bóg wiedzą wlaną wyszczególnił pierwszego człowieka, był jego szczególniejszy charakter i zadanie, jak wyżej zaznaczyliśmy.

c. Nieśmiertelność
Trzecim przywilejem człowieka była nieśmiertelność ciała, tak że na mocy tego daru mogli nasi pierwsi rodzice nie umrzeć, i byliby nie umarli, gdyby wiernie zachowali warunek, nałożony im przez Stwórcę. Przez naturę swoją podległy jest człowiek chorobie i śmierci; Adam w stanie, w którym go Bóg stworzył, nie podlegał tej konieczności; był w stanie, w którym nieśmiertelność lub śmierć zależała od niego według warunku i jego wypełnienia, nałożonego przez Boga. Jeśli kogoś interesuje, co by się stało, gdyby Adam nie zgrzeszył, odpowiedź znajdzie u św. Augustyna: „Drzewo żywota, powiada, które było w raju, sprawiałoby to, że ciało człowieka cieszyłoby się zdrowiem stałym, owoc tego drzewa odnawiałby Adama nie tak, jak każdy inny pokarm, lecz tchnieniem jakiejś siły ukrytej". Przyczyny tej nieśmiertelności pięknie przedstawia św. Bonawentura: „Niezniszczalność i nieśmiertelność ciała Adamowego pochodziła w pierwszym rzędzie z duszy, która je obejmowała i ożywiała, dalej od dobrej i równej kompleksji ciała, które pokarm przyjmowało, od drzewa żywota, które żywiło i odnawiało, od Boskiej Opatrzności, która od wewnątrz podtrzymywała i zachowywała". Po upływie czasu próby przebytej, ludzie byliby przeniesieni, bez śmierci, do życia całkiem nieśmiertelnego dla otrzymania nagrody.
Tak pierwsi rodzice w raju mieli życie szczęśliwe, nadnaturalne. Jasno to widać z samego opisu raju, w którym się znajdowali i z Bogiem obcowali. Byli w stanie szczęśliwości: w stosunku do Boga dla łaski, w którą obfitowali i dla poufałego z nim obcowania; w stosunku do siebie przez dar nieskazitelności i świętej wolności w dobrym; w stosunku do prawdy przez dar wiedzy wlanej; w stosunku wreszcie do dalszego życia, przez dar nieśmiertelności, wolności od chorób i jakichkolwiek dolegliwości.
Takie było życie nadprzyrodzone, jakim Bóg obdarzył pierwszego człowieka na ziemi, w niebie zaś miało być uwieńczone pełnością łaski przez chwałę w uszczęśliwiającym jasnowidzeniu Boga.

GK 2 (1928) 175-179