TOM 6/ ZASADY: O UTRACIE SZCZĘŚCIA ŻYCIA NADPRZYRODZONEGO

O UTRACIE SZCZĘŚCIA ŻYCIA NADPRZYRODZONEGO

1. Szczęście życia nadprzyrodzonego
Z darów nadprzyrodzonych i darów naturze przydatnych, jakimi Bóg w dobroci swojej obdarzył pierwszego człowieka, wypływało jego szczęście wewnętrzne i zewnętrzne. Szczęście to polegało na zupełnym pokoju:
a) panował pokój między Bogiem a człowiekiem, albowiem Bóg obcował z pierwszym człowiekiem, jak ojciec obcuje ze swym dzieckiem umiłowanym,
które sobie przez łaskę uświęcającą przysposobił i ubogacił najhojniej wszystkimi dobrami;
b) był pokój i jedność w samym człowieku przez dar całości natury, tak iż nie czuł najmniejszego zamętu przez napór namiętności, a pogody ducha nie zaciemniały żadne podniety cielesne;
c) również ciało i dusza zgodnie oddziaływały na siebie, bo żadna konieczność śmierci nie mogła przeciąć tego zgodnego związku, choroby lub boleści nie dręczyły ciała i nie wpływały ujemnie na duszę, ciało służyło i podlegało duszy z całym oddaniem;
d) wreszcie między całą naturą stworzoną a człowiekiem, królem widzialnego świata, była całkowita zgodność i zależność stworzeń od człowieka, ziemia nie rodziła ostów i cierni, lecz dostarczała wszystkiego obficie, zwierzęta nie czyniły mu szkody, lecz na skinienie słuchały jego głosu, pełniły jego wolę i uznawały jego królestwo.
Któż by mógł przypuścić, że ten pokój i szczęście zostaną zerwane, że człowiek uprzywilejowany przeniesie swoją wolę nad wolę Stwórcy, podniesie bunt przeciw Niemu i zniweczy przez swój rokosz przepiękną harmonię szczęśliwości? A jednak tak się stało.

2. Grzech niszczy życie nadprzyrodzone w człowieku i odbiera mu wszystkie dary przydane.
Bóg przykazał naszym pierwszym rodzicom: Z wszelkiego drzewa w raju pożywaj, z drzewa zaś świadomości dobrego i złego jadł nie będziesz. Któregokolwiek dnia pożywał będziesz, śmiercią umrzesz (por. Rdz 2, 16-17). Rozkaz jasny. Rodzice zakazu nie dochowali, pokusie ulegli, wyciągnęli rękę po owoc zakazany, odwrócili się dobrowolnie od swego celu nadprzyrodzonego, zwracając się do swego smaku i gustu.
Bóg mógł nie wystawiać człowieka na próbę, mógł mu dać niebo i szczęśliwość bez próby wierności; chciał jednak Stwórca traktować człowieka jako wolnego, jako takiego, w którym był obraz Boży, żeby szczęście, do jakiego go powołał, było nie tylko dziełem Bożym, ale wspólnym dziełem. Niestety! Człowiek upadł i wypadł ze swego stanu, w którym był stworzony, ściągnął na siebie gniew i obrzydzenie Boże, utracił pierwotną sprawiedliwość i stał się gorszy co do ciała i co do duszy.

3. Czy grzech Adama był ciężki?
Grzech Adama nie był mały, był ciężki, owszem bardzo ciężki. Wynika to z uroczystej formy, w jakiej dany był zakaz, z łatwości zachowania przykazania. Trafnie tu zauważa św. Augustyn: „Ktokolwiek to potępienie uważasz za wielkie i za surowe, zaiste nie umiesz zmierzyć, jak wielka była złość w grzeszeniu, gdzie była tak nadzwyczajna łatwość niezgrzeszenia". Potęguje się wielkość tego grzechu surowością groźby na wypadek nieposłuszeństwa i celem, w jakim był dany nakaz, to jest, aby człowiek przez wypełnienie rozkazu uznał najwyższą władzę Boga nad sobą, wreszcie z następstw, ponieważ od zachowania tego przykazania zawisło szczęście całego rodzaju ludzkiego.

4. Jakiego rodzaju był grzech Adama?
Uprzedzeni lub nic nie widzący poza własną pożądliwością ciała, chcą widzieć w upadku Adama grzech jakiejś niskiej żądzy cielesnej, nie bacząc, że taki grzech nie mógł mieć miejsca u tych, których małżeństwo sam Bóg pobłogosławił, i nie znając Pisma, które wyraźnie zaznacza, że pożądliwość i wstydliwość pokazały się u naszych rodziców dopiero po upadku, kiedy kryli się nie tylko przed Bogiem, ale przed własnymi oczyma. Grzech Adama był grzechem buntu, nieposłuszeństwa, czyli wyrachowanej pychy, przez którą chcieli się nasi rodzice wznieść ponad swój stan już i tak piękny i wysoki, aspirując do wysokości i równości z Bogiem. „Będziecie jako bogowie" (Rdz 3, 5), szeptał im kusiciel.

5. Grzech Adama zaszkodził nie tylko jemu samemu, ale całemu jego pokoleniu.
„Gdyby ktoś twierdził, że przestępstwo Adama jemu samemu tylko zaszkodziło albo że otrzymaną od Boga świętość i sprawiedliwość, którą utracił, postradał jedynie dla siebie, a nie również i dla nas, albo że skażony grzechem nieposłuszeństwa przelał tylko śmierć i kary ciała na cały rodzaj ludzki, a nie także grzech, który jest śmiercią duszy, niech będzie przeklęty!" - tak głosi nauka katolicka.
Nie tylko głosi tę prawdę nauka katolicka, lecz czuje Ją cały rodzaj ludzki, jęcząc w ciągłym rozdźwięku, jaki znajduje we własnym wnętrzu, we własnej szarpaninie między dobrem, które uznaje, a nie czyni, między złem, które potępia, a czyni. Upadek Adama wyrządził szkodę całemu rodzajowi ludzkiemu tak, że wszyscy potomkowie Adama nie tylko podlegają śmierci, chorobom i innym niedomaganiem fizycznym, lecz podlegają grzechowi, rodząc się w grzechu synami gniewu (por. Ef 2, 3) i śmierci.
„Przez jednego człowieka grzech wstąpił na ziemię, a przez grzech śmierć, i tak na wszystkich ludzi śmierć przeszła, w którym wszyscy zgrzeszyli" (Rz 5, 12). Śmierć więc panuje nad wszystkimi, jako następstwo grzechu. Panuje zaś nie jako następstwo i kara grzechu osobistego, lecz jako następstwo grzechu wspólnego, który Adam, jako korzeń, jako początek i głowa rodzaju ludzkiego, popełnił, a przez popełnienie zaraził całą naturę ludzką, z nim i w nim zjednoczoną; w ten sposób grzeszyliśmy w nim wszyscy. Trafnie zaznacza św. Augustyn: „Bóg stworzył człowieka sprawiedliwym..., który jednak dobrowolnie znieprawiony i słusznie potępiony, skazańców i znieprawionych rodził. Wszyscy bowiem w nim, kiedy wszyscy byliśmy nim jednym. Jeszcze nie mieliśmy poszczególnie każdy swojej formy, w której byśmy żyli, lecz była już natura w nasieniu, z której mieliśmy się rozmnażać; ponieważ zaś ta natura została przez grzech znieprawiona i śmierci podległa i słusznie skazana, przeto nie mógł się innego rodzaju człowiek z człowieka rodzić".
GK 2 (1928) 267-270