TOM 6/ ZASADY: WSPÓŁŻYCIE NASZE ZE ŚWIĘTYMI

WSPÓŁŻYCIE NASZE ZE ŚWIĘTYMI

1. Wezwanie Apostolskie

Zachęca nas św. Paweł Apostoł, aby obcowanie nasze było w niebie (por. Flp 3, 20). Pewnie byłoby pożądane razem ze świętym Apostołem podnieść się aż do trzeciego nieba (por. 2 Kor 12, 2) i tam nasycać się pięknością domu Bożego, a nade wszystko niezgłębioną ani okiem, ani uchem, ani sercem pięknością Stwórcy. Pragnienia nasze i wzdychania nasze kierują się do tych Bożych mieszkań, lecz rzeczywistość często nas od tego przedziela, tak że z trudem, przylepieni do ciała, od ziemi wzrok nasz i serce podnosimy. Przez zachwycenia, objawienia nie idziemy zwykle do Boga, nie obcujemy z Nim. Najczęściej zbliżamy się do Niego, jak powiada św. Matka nasza Teresa, przez Jego przyjaciół51, a święci są przyjaciółmi Boga; podnosili się oni tu na ziemi przez wiarę ku niebu, trzymali się ręki Bożej przez ufność i kochali Go nie tyle silą uczucia, ile silą uczynków, pełniąc Jego wolę, objawioną sobie w przykazaniach Boskich, w prawach Kościoła i obowiązkach własnego stanu.
Z tymi przyjaciółmi Boga bliżej nam do Boga niż przez nasze własne wzloty, bo oni, jak Rafał Tobiasza (por. Tb 4 n.}, prowadzą nas przez to życie drogą przez siebie już doświadczoną: znają niebezpieczeństwa, podają lekarstwa, niweczą siłę szatana czyhającego na naszą zgubę, pomnażają w nas majątek dóbr Boskich, to jest wiary, ufności i każą nam nie bawić się miłością, lecz pełnić miłość Boga i bliźniego okazaniem uczynku. Przy boku tych świętych widzimy słabość naszą, lecz czujemy także moc i skuteczność łaski, zachęcając się widokiem naszych przyjaciół nam pokrewnych i rodem, i stanem i skłonnościami natury. Mogli oni, możemy i my! Takie obcowanie ze świętymi podnosi nas do Boga, łączy nas z Nim i sprawia, że nasze obcowanie jest ciałem wprawdzie na tej brudnej ziemi, lecz duchem jest w niebie. By to obcowanie w niebie utwierdzić:
w swych sługach i przyjaciołach, a cześć, jaką odbierają, spływa przede wszystkim na Boga, który ich chwały jest początkiem i końcem. Czcząc więc świętych, uznajemy naszą niegodność, wysławiamy najwyższą Boga wielmożność i Jego hojność względem sług swoich.

Czcząc świętych, uznajemy naszą niegodność. Pięknie o tym pisze Asterjusz, chwaląc św. Męczenników: „Gdy bowiem nasza modlitwa nie ma dość siły, by złagodzić Pana w dniach ucisku i klęski, jest bowiem nasza modlitwa nie tyle uproszeniem, ile raczej przypomnieniem własnych grzechów, dlatego uciekamy się do umiłowanych sług Boga"M. W świętych wysławiamy wielmożność Boga; łaskawość bowiem Boska jest tak wielka, że nie zmniejsza się, owszem rośnie w oczach naszych, gdy mogąc sam czynić, obdziela wszechmocą swoją sługi swoje. Przez cześć naszą do świętych rozmnaża się hojność Boska, bo wszyscy z niej biorąc i obdzielając proszących, nigdy jej nie uszczuplą ani wyczerpią. Należy wiec:

2. Należy nam czcić świętych

„Droga jest w oczach Boga śmierć świętych Jego" (Ps 116 [114-115], 15), tak głosi Psalmista Pański nie dlatego, że ze śmiercią kończy się ich doczesne życie, lecz dlatego, że ze śmiercią zaczyna się ich życie w chwale Jego. Stąd chwała świętych w królestwie Bożym jest odblaskiem chwały Boga samego.

3. Prosić świętych

lub raczej przez świętych. Znają oni bowiem nasze potrzeby, widząc je w Bogu, przez współżycie swe z Bogiem bliżej żyją z nami niż przedtem, gdy w ciele podróżowali i obcowali między nami. Tak to znane było pierwszym chrześcijanom, że na nagrobkach swych zmarłych w Panu lub męczenników z całą [...] prostotą wypisywali niezgrabną ręką swe prośby, dotąd w katakumbach czytelne: „Marcjanie, Sukcesie, Sewerze, dusze święte, miejcie w pamięci wszystkich waszych braci", lub: „Proś duszo święta, by Werekundiusz odbył dobrą podróż morską", itp.
Święci nie tylko znają nasze potrzeby, lecz mogą nam pomóc i czynią to z największą radością, dzieląc się z nami szczęściem, którego zażywają. Miodopłynnym stylem pisze o tym św. Bernard. „Czyż sądzicie, że niebo przyjmując dusze, znieczula je lub odziera z pamięci i współczucia? Bracia, szerokość nieba rozszerza serca, nie ścieśnia; nie umniejsza miłości, lecz powiększa; w świetle Bożym pamięć nie zaciemnia się, lecz rozjaśnia: w jasności Boskiej wie się, czego się nie wiedziało" itd. Tak jest; jeśli święci żyjąc tu na ziemi, współczuli ze wszelką nędzą i skutecznie ją usuwali, tym więcej odziewają się we wnętrzności miłosierdzia (por. Koi 3, 12), gdy stoją przed samym źródłem miłosierdzia i z niego czerpią. Współżycie nasze ze świętymi zaznacza się przede wszystkim:

4. Naśladowaniem świętych

Widzimy bowiem w świętych wizerunek Chrystusa, kopiowany przez wierne jego naśladowanie w rozmaitych życia stanach i warunkach, i to wizerunek odtworzony praktycznie w codziennych czy powszednich, czy wielkich i heroicznych czynach.
Widnieje w świętych piękność łaski, która się objawia nie tyle w jakichś nadzwyczajnościach nieprzystępnych dla ogółu, lecz objawia się w wiernej współpracy, w codziennych zmaganiach się z naturą skłonną do grzechu, a przecież z tą łaską zwycięską. Stają się przez to święci nauczycielami życia świętego, nie przez głos z katedry, chyba z rzadkimi wyjąt¬kami, i nie przez głos pism, lecz przez przykład, który uczy, pociąga i zachęca nawet tych, których nie poruszy nawet najwymowniejsze słowo.

Świętość tego przykładu zejdzie i do najuboższego mieszkania, aby ubóstwo oprawić w ramy miłości Bożej, aby ozłocić cierpienie promieniami jasności Boskiej, aby pokucie nadać nie wyraz kary, ale wyraz radosnej nadziei w dobroć Boga. Świętość ta wzniesie się i do wysokości królewskich tronów, aby najwyższych władców na ziemi uczyć pokory i schylać ich głowy nie tylko w pokornej modlitwie, lecz także w pokornej posłudze najbardziej opuszczonym. Jednym słowem, naśladowanie świętych, to praktyczna droga do Boga, stąd święci to największy dar Boski dla świata i najwięksi dobroczyńcy ludzkości.

5. Czy można więcej kochać jednych niż drugich?

Jak w ciele nie wszystkie członki mają tę samą czynność (por. Rz 12, 4), jak w królestwie ministrowie nie te same spełniają urzędy i natura sama nie tymi samymi wszędzie posługuje się siłami, tak nie powinno się wydawać dziwne, że Bóg rozdzielając swe dary, jak i komu chce, szafarstwo łask swoich jedno zachował dla jednych, a inne dla drugich (por. Rz 12, 5 n.). Stąd nic dziwnego, że wierni w rozmaitych potrzebach już to do tego, już innego świętego się zwracają, że jednego więcej czczą niż drugiego. Są pewne sympatie między czczącymi a czczonymi, których serce nie może zapoznawać i stąd święci, którzy naszym pojęciom, usposobieniu, warunkom życia lepiej odpowiadają, więcej znajdują u nas uznania i miłości.

I stąd może ktoś być mniejszym świętym, a więcej przez ludzi kochanym i naśladowanym. Nie dzieje się też przez to krzywda innym świętym, bo chwała jednego jest ich wspólnym dobrem, w którym rośnie chwała Boga i pożytek bliźnich, braci na ziemi. Stąd mogę więcej cenić św. Pawła, wielkiego Apostoła narodów, a jednak więcej czuję miłości i częściej się modlę do św. Stanisława Kostki i wiem, że św. Paweł nie ma do mnie za to urazy ani chwała Boża na tym cierpi. I tak co do innych świętych, u których nie ma zazdrości, lecz dzielą chwalę, jaką ma Bóg w świętych swoich.
Stąd na pytanie, czy można kochać św. Teresę od Dzieciątka Jezus bardziej niż innych świętych już nie odpowiem. Niech o tym sądzi serce czytelników [...]. Ja tylko wyrażam życzenie, by wszyscy, co czytają te kartki naśladowali świętych i sami stali się świętymi.

GK 5 (1931) 60-64