TOM 9/ MSZA ŚWIĘTA: ŚPIEWY MIĘDZY CZYTANIAMI

Czytanie Pisma Świętego, stanowiące zasadniczą część mszy katechumenów, było pierwotnie bardzo urozmaicone. Niekiedy bowiem przerywał monotonię czytania przewodniczący zgromadzenia, wykładając w słowach prostych [...] trudniejsze ustępy, zachęcając do cnoty i dając praktyczne wskazówki, jak prowadzić życie według nauki objawionej. Najczęściej czytanie to przeplatano śpiewaniem psalmów. W śpiewie brali czynny udział wszyscy obecni: mężczyźni i niewiasty, starcy i dzieci. Pozostałością tych śpiewów jest obecny Graduał, Alleluja i Tractus.

1. Graduał
Graduał, czyli „pieśń na stopniach", wykonywana niegdyś na stopniach ambony, czemu zawdzięcza swą nazwę (gradus = stopień), składał się pierwotnie z psalmu i antyfony, czyli zwrotki powtarzającej się po każdym wierszu tegoż psalmu. Za przykład, jak wyglądał dawny graduał, może służyć Psalm 135, gdzie po każdym wersecie powtarza się jedna i ta sama zwrotka: „Bo na wieki miłosierdzie Jego".
W późniejszym czasie, dla ulżenia wiernym, męczącym się przedłużanymi nabożeństwami, zaczęto ów psalm skracać, tak iż z pierwotnego gradualu pozostała tylko antyfona i jeden jedyny wiersz psalmu. Graduał dzisiejszy stanowi sam dla siebie całość, ma zaś na celu wyrażenie uroczystego nastroju społeczności kościelnej, który udzielił się jej podczas lekcji. Dlatego też zależnie od tej ostatniej, przebijają w nim rozmaite uczucia, już to radości, już to smutku. We mszach śpiewanych melodia, harmonizując przedziwnie z tekstem graduału, bardziej uwydatnia ten nastrój. Niekiedy śpiew graduału jest tęsknym wzdychaniem Kościoła świętego za obiecanym Mesjaszem, jak to ma miejsce w czasie adwentowym, kiedy indziej znów to gorzkie łzy skruchy za grzechy, a zarazem bezgraniczna ufność w miłosierdzie Boże, jak w czasie Wielkiego Postu, to znów wybuch radości, pieśń triumfu, jak w Wielkanoc: „[Ten ci] jest dzień, który uczynił Pan: radujmy się i weselmy się weń" (Ps 117, 24). Przejrzyjmy nasz mszalik, a znajdziemy w tej prawie że niedostrzegalnej cząstce Mszy świętej zdumiewający zasób uczuć i myśli, oświecających umysł i wzruszających wolę.

2. Alleluja
Po Graduale powtarza kapłan dwukrotnie Alleluja i jeden wiersz psalmu, kończący się ponownym Alleluja. Jest to również pozostałość dawnej dłuższej pieśni, oddzielającej następujące po Graduale czytanie, które później odpadło od Ewangelii.
Alleluja jest wyrazem hebrajskim i znaczy: „Chwalcie Pana". Jest to kantyk niebieski, jak mówi św. Jan w Apokalipsie (19, 1), okrzyk świętych, upojonych radością i weselem. Dlatego też pierwotnie powtarzano je jedynie w czasie wielkanocnym, kiedy to wszystko unosi nas radością, wszystko obraca się w triumf Zmartwychwstałego, dziś zaś tylko w dniach żałoby i pokuty jego miejsce zajmuje Traktus, tj. pieśń w ciągłości (trahere = ciągnąć). Ten radosny charakter Alleluja najlepiej uwydatnia się w śpiewie Alleluja, kończącym się długim łańcuchem nut bez słów, zwanym jubilus. Tu się skupia cały wdzięk i powab Alleluja.
Dusza w zachwycie szczęścia i radości, z powodu otrzymanej nauki Proroków i Apostołów, odczuwa naglącą potrzebę wypowiedzenia się; serce, przepełnione nadmiarem niebiańskiego wesela, iż wkrótce sam Chrystus raczy ją pouczać przez swą świętą Ewangelię, rwie się do wylania na zewnątrz. Lecz słowa za mało mają zdolności wyrażenia uczuć, są zimne, martwe..., stąd serce przepełnione radością wybucha głosem pieśni bezsłownej - głosem melodii, zrazu cichej, słodkiej, kojącej jak echo dalekiej muzyki, to znów gromkiej, jak huk morza, coraz to potężniejącej, i na nowo cichnącej i powolnie ginącej gdzieś w zaświatach. Z „jubilus", czyli tego końcowego śpiewu Alleluja, zapoczątkowały się sekwencje.

3. Sekwencje
Sekwencja, rzadko używana w dzisiejszej liturgii Mszy świętej, jest to poetyczny utwór, hymn, śpiewany niegdyś w każdej Mszy świętej tuż po Alleluja, dziś zaś odmawiany zaledwie w pięciu uroczystościach.
By ułatwić zapamiętanie końcowej melodii Alleluja, pod nuty zaczęto podkładać słowa i całe zdania ujęte w formę mniej lub bardziej poetyczną, których później uczono się na pamięć wraz z nutami. Ponieważ owe utwory wyrażały nieraz myśli i uczucia trafnie dostosowane do chwili, zamiast samej melodii, nieraz śpiewano i słowa podłożone. Nowość wielce podobała się wiernym. Dla zadośćuczynienia ich pobożności zaczęto coraz częściej ją wykonywać, tak, iż w żadnej Mszy świętej nie brakowało ulubionego utworu.
Niestety, porwani gorliwością, niektórzy zaczęli się dopuszczać pewnych nadużyć. Wśród ogromnej liczby utworów, pełnych niebiańskiego polotu, zdrowej i obfitej nauki, zaczęły się ukazywać poezje mniej udane, niestosowne, pozbawione głębszej myśli. [Na domiar] złego niepowołani zaczęli naśladować utwory dusz szczerze wierzących i dostosowywać je do użytków mniej świętych i szlachetnych. Dlatego Kościół święty, zapobiegając złemu, usunął wszelkie sekwencje, zostawiając jedynie pięć najpiękniejszych zapewne, które dotychczas pozostały jako pomniki dawnej wiary i pobożności. Warto przyjrzeć się im choć pokrótce.
Sekwencja Wielkanocna: „Ofierze Paschalnej chwałę niech oddają chrześcijanie" w pierwszej swej części jest prawdziwym hymnem triumfu, ku czci Tego, który, wyrwawszy nas z mocy ciemności przez zwojowanie śmierci i piekła, chwalebnie triumfuje po wszystkie wieki. Jest to jakby echo owego wzniosłego, podziw wzbudzającego hymnu, jaki Mojżesz i synowie izraelscy wznieśli w niebiosa na brzegach Morza Czerwonego: „Śpiewajmy Panu, chwalebnie bowiem uwielbiony jest; konia i jeźdźca zrzucił w morze" (Wj 15,1).

Druga część sekwencji dialogowana, jest pozostałością dramatycznego przedstawienia, właściwego średniowieczu, kiedy to niewinne dziatki poprzebierane za ewangeliczne Marie, aniołków i apostołów zbierały się po Jutrzni Wielkanocnej przy świętym grobie, tonącym wśród tysiąca świateł i kwiecia, i tam opowiadały historię pamiętnego dnia Zmartwychwstania Pańskiego.
W dzień Zielonych Świątek, dusza w słodkim zapale i uniesieniu, woła do Ducha Świętego o dary Jego charyzmatów, wzywając Go poufnym mianem: Ojca ubogich, Światłości serc, Pocieszyciela:
Zmyj co jest brudnego,
zroś, co jest oschłego,
zlecz, co zranionego.
Nakłoń, co oporne,
Ogrzej, co jest zimne,
Nawróć, co jest zdrożne.

Sekwencja na Boże Ciało: „Chwal, Syjonie, Zbawiciela" to znów hymn pochwalny, jaki dusza zdumiona i przejęta wielkością tajemnic Eucharystycznych wznosi ku czci „Wodza i Pasterza rzesz". Podziwia Tajemnicę miłości w figurach Starego Zakonu, przedstawia w niej zawarte cuda przechodzące wszelkie nasze pojęcie, opiewa jej skutki w tych, co komunikują godnie i niegodnie:
Biorą dobrzy i grzesznicy,
Lecz się losów przyjrz różnicy:
Życie tu, zagłada tam!
W krótkich słowach przedziwnie zestawiona jest w tej sekwencji cała głębia teologii o Tajemnicy Ołtarza. Dzieło naprawdę niedościgłe, godne „Doktora Anielskiego".

Stabat Muter, sekwencja we Mszy o siedmiu Boleściach Najśw. Panny Maryi, to rwąca serce wizja Matki, której dusza mieczem przeszyta współczuje z własnym Synem, który ubiczowany i cierniem ukoronowany zawisł na krzyżu. Zaprawdę słusznie woła dusza w tej sekwencji:
Gdzież jest człowiek,
co łzy wstrzyma,
gdy mu stanie przed oczyma
w mękach Matka ta bez skaz.
Tu dusza mimo woli upaja się krzyżem, zaczyna rozumieć problem boleści, ocenia ją i szanuje, i w tym upojeniu rada, by ulżyć Matce Boleściwej przez uczestnictwo w Jej bólu, toteż wznosi żarliwą prośbę:
Matko, coś miłości zdrojem,
spraw niech czuję w sercu mojem,
Twój ból, mękę łzawych dróg.

W końcu sekwencja we Mszy świętej za zmarłych stawia nam przed oczy, strachem i grozą przejmującą scenę ostatecznego Sądu. Zda się, iż przez jej rytm słyszymy grzmiący głos trąby anielskiej, widzimy jak ku wielkiemu zdziwieniu śmierci i całej natury z łona ziemi powstają umarli. Wśród błyskawic i grzmotów zbliża się na tronie chmur Sędzia - Jezus Chrystus... Jedni radośni i w blasku chwały dążą ku Jego prawicy, inni w śmiertelnej bojaźni i rozpaczy ku lewicy... - Drżymy... - mimo woli nasuwa się nam pytanie: między którymi znajdziemy się my w ów straszny dzień pomsty? Przychodzą nam na pamięć nasze przewinienia i niewierności... Wybuchamy lamentem, prawie z rozpaczą:
Cóż nieszczęsny w on czas zrobię? Gdzie obrońcę znajdę sobie? Gdy i święty drży w tej dobie.
Szczęściem, wspominamy sobie słowa Proroka: „Mówi Pan Bóg: nie chcę śmierci niezbożnego" (Ez 13, 11) i słowa Apostoła Narodów: „Bóg chce, żeby wszyscy ludzie byli zbawieni" (l Tm 2, 4); wtedy serce napełnia się błogą nadzieją i woła z całą żarliwością:
Pomnij na to Jezu Drogi,
żeś wszedł dla mnie w ziemskie progi:
nie gub mnie w on dzień tak srogi!
Miejsce daj w Twych owiec gronie...
Postaw mię po prawej stronie...

Czytajmy i rozważajmy te przepiękne perły świętej liturgii. Nigdzie nie znajdziemy wznioślejszych przedmiotów rozmyślania, bardziej wzruszających uczuć, liryzmu głębiej wstrząsającego i przejmującego naszą duszę.
GK 9 (1935) 386-391.