TOM 9/ MSZA ŚWIĘTA: MODLITWA EUCHARYSTYCZNA I, CZYLI KANON RZYMSKI

1. Pierwsza modlitwa Kanonu
Po „Prefacji" i „Sanctus" kapłan wznosi oczy i ręce ku niebu, potem nabożnie je składa, pochyla się głęboko i całuje ołtarz, odmawiając przy tym modlitwę: „Ciebie więc, Ojcze najłaskawszy...".
Zaprawdę trudno byłoby znaleźć stosowniejszy sposób modlitwy, stosowniejsze gesty i słowa podczas tej tajemniczej części Mszy świętej. Bo ta cisza jakże błogo nastraja naszą duszę. Mimo woli pobudzamy się do czci, przejmujemy się uszanowaniem i jakąś religijną trwogą, wyczuwamy obecność Bóstwa, gdzieś wewnątrz, głęboko, słyszymy słowa proroka: „Pan w kościele świętym swoim! - Niech umilknie cała ziemia przed Obliczem Jego!" (Ha 11, 20).
A wzniesione oczy kapłana, czyż nie zniewalają nas do oderwania się od rzeczy ziemskich, czyż nie nakazują skupienia ducha, tak iż mimo woli zatapiamy się całkowicie w Bogu?
Rozchylanie zaś rąk kapłańskich, jakżeż skutecznie pobudza nas do gorącej modlitwy, a składanie znów tychże, czyż nie wzbudza w nas poczucia własnej niemocy i bezsilności, czyż nie wyczuwamy w tym, iż my sami z siebie do niczego nie jesteśmy przydatni, jak bez rąk, i że jedyną naszą mocą jest Bóg?
W końcu ów pocałunek, który kapłan składa na płycie ołtarza, czyż nie roznieca w naszym sercu płomiennej miłości, co na wieki łączy nas i jednoczy z Chrystusem? Wszak pocałunek, to znak najczystszej miłości, to oznaka zjednoczenia, a ołtarz czym jest, jeżeli nie symbolem Chrystusa?
Oby te uczucia rzeczywiście znalazły odgłos w naszym sercu! Bo na cóż się przyda nasza obecność na Mszy świętej, skoro serce nasze będzie się miotało w zimnie uczuć ziemskich, a umysł przygnębiony pozostanie wśród zgiełku spraw domowych i zabiegów codziennego życia?
Otwórzmy więc nasz mszalik, powtórzmy za kapłanem modlitwę towarzyszącą jego gestom, starajmy się wniknąć w głębokie znaczenie jej słów, by tym łatwiej ożywić nasze uczucia.


2. Słowa modlitwy, uczucia jej towarzyszące, przedmiot błagań i cele
Nawiązując do sposobu działania Jezusa Chrystusa, przy Ostatniej Wieczerzy, kiedy to Zbawca nasz, czyniąc dzięki Ojcu, błogosławił chleb i wino -kapłan, podziękowawszy już uroczyście Bogu łącznie z Aniołami w „Prefacji", prosi teraz Boga, aby przyjąć i błogosławić raczył dary na ołtarzu złożone: „Ciebie więc, Ojcze Najłaskawszy, przez Jezusa Chrystusa, Syna Twego Pana naszego, najpokorniej błagamy i prosimy, ażebyś przyjął i błogosławił te dary, te upominki, te święte i niepokalane ofiary...".
Jaka gorącość miłości, jaka niezachwiana ufność przebija z tych pierwszych słów modlitwy! Naprawdę, ten tylko, co znał sekret tajemnic nieba, co czytał we wnętrzu Boga - Duch Święty - mógł je podyktować. Kapłan, chcąc wyrazić całą swą dziecięcą miłość względem Boga, a tym samym trafić niejako w samo serce Boga, przemawia do Niego najsłodszym tytułem Ojca, i to Ojca najlitościwszego: „Ojcze najlitościwszy"... Bo rzeczywiście Bóg jest najprawdziwszym naszym Ojcem, który nigdy nie opuszcza swych dzieci. Bóg jest owym bezdennym oceanem łaskawości i miłosierdzia, w którym najbezpieczniej zarzucamy kotwicę wszelkiej naszej nadziei i ufności.
Lecz kapłan i tu jeszcze nie zapomina o własnej niedołężności, dlatego nowy atak przypuszcza do serca Bożego, stawiając przed Ojcem najukochańszego Jego Syna i naszego Pośrednika: „Przez Jezusa Chrystusa, Syna Twego, Pana naszego".
Z żywą wiarą w pośrednictwo naszego Zbawcy, kapłan spieszy wyrazić swą prośbę: supplices rogamus ac petimus... to znaczy, w postawie najpokorniejszej, wijąc się i [jakby] czołgając w prochu u stóp Bożych, starci i unicestwieni, wznosimy nasze błagania i prośby: „prosimy i błagamy"... Ileż to gorącości pragnienia, jakiż nacisk prośby, jakąż moc domagania się zawiera w sobie to powtórzenie prośby: „prosimy i błagamy".
Czyż tak płomienne słowa mogą nie wzbudzić w nas uczuć jak najgorętszej miłości, niezachwianej wiary i ufności, najgłębszej pokory i najżywszej pobożności?

3. Prośba o przyjęcie Chrystusa potrójnie za nas wydanego
Lecz o co właściwie kapłan błaga? Ażeby Bóg raczył z upodobaniem przyjąć i przez swe błogosławieństwo przesycić świętością, nim jeszcze nastąpi chwila Przeistoczenia: „te dary, upominki, te święte i niepokalane ofiary, które Tobie, Boże, [poświęcamy]...". Potrójną tą nazwą, kapłan nie tylko chce wyrazić dar chleba i wina oraz dar, który złożyliśmy sami z siebie, lecz myśl jego wznosi się wyżej, on pragnie zaofiarować Bogu Jego Syna, Jezusa Chrystusa, potrójnie za nas wydanego. Najprzód przez Samego Ojca dla zadośćuczynienia Mu za grzechy świata: „tak bowiem Bóg umiłował świat, iż Syna Swego Jednorodzonego wydał" (J 3, 16), następnie przez chciwość Judasza, Żydom, za trzydzieści marnych srebrników, w końcu przez Piłata, oprawcom pogańskim na haniebną śmierć krzyżową. Potrójne wydanie Chrystusa to owa ofiara żywa, istotnie święta i niepokalana, to owe dary i owe upominki, które kapłan ponownie ofiaruje Bogu i prosi Go o przyjęcie.
A w jakim celu? To wyraża dalszy ciąg tej wzniosłej modlitwy: „najprzód, Ojcze najlitościwszy, za Kościół Twój święty, katolicki, abyś go raczył pokojem obdarzyć, strzec, zjednoczyć i rządzić na całym okręgu ziemskim, razem ze sługą Twoim Papieżem naszym i Biskupem naszym i ze wszystkimi prawowiernymi katolickiej i apostolskiej wiary wyznawcami".


4. Potrzeba modlitwy „przede wszystkim za Kościól" i za Ojca Świętego
Modlitwa za Kościół święty wzięła początek przy pierwszej w Wieczerniku ofierze, kiedy Jezus Chrystus tak rzewnymi słowy polecał Ojcu swemu uczniów i tych „którzy przez słowo ich uwierzą w Chrystusa" (por. J 17, 20). Odtąd też każdy prawy katolik sprawę Kościoła stawia przed własną nawet i jeżeli się modli, to przede wszystkim za Kościół. Kościół bowiem to najlepsza Matka nasza, co od samego zarania naszego życia z pieczołowitością przyjmuje nas na swe łono, karmi Chlebem anielskim, dźwiga, gdy upadamy, pociesza, nie odstępując nas nawet wtedy, gdy nas wszyscy opuszczają w strasznej chwili konania. A czyż dobry syn nie poświęci wszystkiego nawet życia, dla dobrej matki? Wspomnijmy, iż z Ofiary ołtarza szczególne na Kościół święty spływają korzyści, z największą więc gorliwością powtarzajmy z serca tę modlitwę podczas słuchania Mszy świętej.
Żadna chyba modlitwa nie będzie tak na czasie, jak właśnie modlitwa za Kościół święty, za jego widomą Głowę - Ojca Świętego, za jego prawowitych wyznawców, bo kiedyż Kościół miał więcej nieprzyjaciół, jak w naszych czasach, dlatego też tym więcej potrzeba modlitwy i ofiary, by Bóg raczył wzmocnić naszą wiarę i ufność w owe pełne pociechy i ukojenia zapewnienie: Non praevalebuntl: Bramy piekielne nie przemogą! (por. Mt 16,18).
GK10 (1936) 347-350.