TOM 9/ MSZA ŚWIĘTA: ZAPROSZENIE WIERNYCH DO MODLITWY

1. Umycie rąk

Z ofiarowaniem darów we Mszy świętej łączy się starożytny ryt umycia przez kapłana rąk. Niegdyś, kiedy kapłan musiał odbierać od wiernych ofiarne dary, bardzo wskazane było, by po tym akcie obmył sobie ręce, dotykając bowiem darów, bardzo łatwo mógł je nieco pobrudzić.
Z tego powodu i dziś jeszcze umywa kapłan ręce w świętej liturgii, jak na przykład po rozdzieleniu świec w uroczystość M[atki] Bfoskiej] Gromnicznej, lub po posypaniu popiołem głów w Środę Popielcową, albo też po rozdaniu palm w Niedzielę Palmową.
Głęboka jednak wiara naszych przodków nie zatrzymywała się jedynie na naturalnej powłoce tego aktu, lecz wnikając głębiej, dopatrywała się w umywaniu rąk znaczenia czysto duchowego.

2. Znaczenie duchowe obmycia rak
Już św. Dionizy poucza, że umycie rąk podczas ofiarowania ma oznaczać nieskazitelność serca, z jaką tak kapłan, jak i wszyscy wierni z nim współofiarujący, winni przystępować do świętych tajemnic ołtarza. Ma oznaczać nieskazitelność serca; serce bowiem nasze nie tylko ma być wolne od grzechu ciężkiego, lecz również od najmniejszej plamki grzechu powszedniego, na który może dotychczas nie zwracaliśmy należytej uwagi. Podchwytując tę myśl, św. Augustyn38 powiada: „że ta woda, która zwilża końce palców naszych, zmywa resztki zmaz naszych". Umycie więc rąk jest to rodzaj aktu żalu i skruchy za te liczne, codzienne przewinienia, które choć nie odwracają duszy od Boga, szpecą ją jednak i przeszkadzają jej w całkowitym zatapianiu się w bezgranicznym oceanie Miłości.

3. „Własna apologia kapłana"
To symboliczne znaczenie umycia rąk przebija również z niektórych wyrażeń Psalmu 25, który kapłan odmawia podczas tej czynności prosząc z ufnością Boga, by, jak go raczył powołać do służby w Przybytku swoim, tak też go raczył oddzielić od bezbożnych.
Wznosi więc kapłan najprzód do Boga rodzaj własnej apologii: Umyję między niewinnymi ręce moje i obejdę ołtarz Twój Panie. Abym słyszał głos chwały i opowiadał wszystkie dziwy Twoje.
Następnie, jakby dla usprawiedliwienia własnej śmiałości, dodaje: Panie, umiłowałem piękność domu twego i miejsce mieszkania chwały twojej. Ten bowiem jest cel i jedno z zadań kapłańskich; lecz by je spełnić, jak należy, winien kapłan przede wszystkim ubezpieczyć piękność innego przybytku chwały Bożej, przybytku żywego, to jest przybytku swego serca; dlatego kapłan wznosi tu usilne błaganie: Nie zatracaj z niezbożnymi, Boże, duszy mojej a z mężami krwawymi żywota mego, w których ręku są nieprawości, prawica ich pełna jest podarków!
A jam chodził w niewinności mojej; odkup mię i zmiłuj się nade mną. Noga moja stała na drodze prostej, w zebraniach będę cię chwalił, Panie. Kapłan kończy modlitwę krótkim oddaniem czci Trójcy Świętej: Chwała Ojcu...
Jak niegdyś głęboko byli przekonani wierni o konieczności czystości serca do godnego uczestniczenia w Najświętszej Ofierze, świadczy fakt, że wszyscy przed wejściem do kościoła skruszeni, umywali sobie ręce w zbiorniku wody, ustawionym w tym celu tuż u wejścia do kościoła. Dzisiejsza kropielnica z wodą święconą, mieszcząca się zwykle w kruchcie kościołów, zdaje się pozostałością tej świętej praktyki.
Oby przykład naszych praojców pobudził nas skutecznie, byśmy łączyli się z uczuciami kapłana, odmawiając wraz z nim usty i sercem psalm skruchy, żalu i ufności „Umyję między niewinnymi ręce moje" (Ps 25,6).
GK 10 (1936) 243-245.


4. „Módlcie się Bracia"
Nastaje we Mszy świętej chwila coraz uroczystsza. Dokoła roztacza się niebiańska wprost tajemniczość... Jak niegdyś kapłan Starego Testamentu - zanim pogrążył się wśród dymów kadzidła za zasłoną miejsca Świętego Świętych - żegnał zebrany lud, polecając się jego modłom, tak i dziś kapłan Nowego Przymierza, mający za chwilę stanąć w obliczu Boga, przez sprawowanie właściwej ofiary, zaczyna drżeć w poczuciu swej wielkiej niegodności... i dlatego, zwracając się do wiernych, już po raz ostami przed spełnieniem niewymownej Tajemnicy ołtarza, rozkłada ręce i wnet nabożnie je składa na znak usilnej prośby, błaga o wsparcie go modlitwą: „Módlcie się, Bracia...". Od tej chwili bowiem, kapłan niejako się oddziela od wiernych, wchodząc w stan wielkiego skupienia. Poza Hostią białą i kielichem świat dla niego już jakby nie istniał...
„Módlcie się, Bracia...", jak wdzięcznym echem odbijają się te słowa w naszym sercu. Między nami a kapłanem istnieje tak ścisły węzeł łączności - odczuwamy to wyraźnie. Jesteśmy bowiem Braćmi wszyscy, ponieważ dziećmi jesteśmy jednego wspólnego Ojca - Ojca niebieskiego; ponieważ wszyscy jesteśmy odkupieni przez Chrystusa wartością jednej i tej samej zapłaty: „wielką ceną Krwi Chrystusowej".

Lecz o co mamy się modlić? - „aby moja i wasza ofiara stała się przyjemną Bogu, Ojcu Wszechmogącemu". Zaprawdę, niemożliwe byłoby znaleźć stosowniejsze słowa do pobudzenia wiernych w tym miejscu do modlitwy. Wierni już nie w sprawie kapłana mają się modlić, ale raczej we własnej sprawie, liturgia bowiem święta tu raz jeszcze podaje wiernym do rozważenia, że Msza święta nie jest czynnością wyłącznie kapłana, lecz jest również ich własną ofiarą: „aby moja i wasza ofiara stała się przyjemną...". Mamy się modlić, by nasza ofiara, którą składamy wraz z kapłanem, o ile jest naszą, stała się przyjemną Bogu. Msza święta bowiem, sama z siebie, czyli z racji samego tylko spełniającego się czynu, zawsze jest przyjemna Bogu, jest bowiem „ową ofiarą czystą, która żadną niegodnością, albo złością ofiarujących nie może być splamiona", ponieważ głównym jej ofiarnikiem i ofiarą jest Jezus Chrystus; lecz czyż będziemy mogli przyswoić sobie obfitość jej owoców, czyż będziemy mogli żywić słodką nadzieję, iż ona urzeczywistni w nas w całej pełni swój cel [przebłagalny], jeżeli nie będziemy usiłowali, by Msza o ile jest też naszą ofiarą, przyjemną była Bogu?

5. Odpowiedź wiernych
Niegdyś, gdy wierni tak żywo byli przejęci własnym uczestnictwem w sprawowaniu Najświętszej Ofiary, z wielkim przekonaniem i serdecznością odpowiadali wspólnie na wezwanie kapłana, dobierając ku temu bardzo trafne i głębokie życzenia lub modlitwy. Niekiedy dodawali kapłanowi odwagi, słowami Anioła Gabriela, wyrzeczonymi do Najśw. Panny Maryi przy Zwiastowaniu: „Duch Święty zstąpi na Cię, a moc Najwyższego osłoni Cię" (Łk l, 35). Kiedy indziej znów modlili się słowami psalmisty: „Niech Ci Bóg ześle pomoc z Świątyni, a z Syjonu niechaj Cię broni! Niechaj pomni na wszelką ofiarę twoją... Niechaj Ci da według serca twego i wszelkie zamysły twe niech potwierdzi".
Dzisiaj zaś [...] odpowiadają na wezwanie kapłana nie mniej szczerymi i głębokimi słowami: „Niechaj Pan raczy przyjąć ofiarę z rąk twoich, na cześć i chwałę swojego Imienia, oraz na pożytek nasz i całego świętego Kościoła swojego". Cześć i chwała Imienia Pańskiego, oto pierwszy cel Eucharystycznej Ofiary.

Pożytek nasz, to jest pożytek tych, którzy uczestniczą w Najświętszej Ofierze, to jej konieczne następstwo. Któż bowiem może wyrazić te nieprzebrane skarby, których stają się uczestnikami ci, którzy aktualnie współofiarują z kapłanem? Święci zwykli byli mawiać, iż „ten, co będąc w stanie łaski Bożej wysłucha pobożnie jednej tylko Mszy świętej, zdobywa więcej niż ten, co by odprawił wszystkie pielgrzymki całego świata lub rozdał wszystkie swe dobra pomiędzy ubogich". Mając pod ręką tak łatwy sposób do zdobycia sobie dóbr niebieskich, używajmy go jak najczęściej, codziennie. Niech Msza święta stanie się centrum naszych codziennych zajęć i usiłowań.

Następstwem Eucharystycznej Ofiary jest przede wszystkim pożytek całego Kościoła, Kościoła triumfującego, cierpiącego i wojującego. Jak bowiem Święci w niebie, którzy nierozdzielnie są złączeni z Bogiem, uczestniczą w Jego chwale, tryskającej z Ofiary ołtarza, tak samo dusze w czyśćcu cierpiące, oczekujące z tęsknotą tejże chwały, doświadczają wielkiej ulgi i pociechy, spływającej na nie wezbranymi strugami z tego przeobfitego zdroju łask. Kościół zaś wojujący wciąż czerpie z niej najskuteczniejszą moc i ostoję w kontynuowaniu na ziemi misji Jezusa Chrystusa. Msza święta bowiem, jak zaznacza św. Będą, jest „słońcem świata chrześcijańskiego, duszą wiary, punktem środkowym religii katolickiej, streszczeniem wszystkiego dobra i wszystkiego piękna, jakie się znajduje w Kościele Bożym".
Uwielbiajmy i adorujmy, wznośmy nieustanne hymny dziękczynienia Nieskończonej Dobroci Bożej za ten cud Jego Miłości.


6. Sekreta - modlitwa nad złożonymi darami
Kapłan [...] odmawia po cichu modlitwę zwaną Sekreta. Jest to jedna z najbardziej starożytnych modlitw we Mszy świętej. Niegdyś po złożeniu przez wiernych darów ofiarnych, kapłan oddzielał od nichcząstkę do konsekracji, i natychmiast odmawiał nad nią modlitwę, zwaną przedtem „modlitwą nad złożonymi darami", lub też „nad darami oddzielonymi" (secretio = oddzielenie), później zaś krótko: „Sekreta".
Składanie darów z biegiem czasu ustało, została jednak modlitwa, która dziś wraz z Kolektą i Post-komunią stanowi główną modlitwę Mszy świętej, bo modlitwę całej społeczności wiernych.
Treścią Sekrety - zawartą zwykle w krótkich, lecz [zwięzłych] i wyrazistych słowach - jest usilna prośba, by Bóg raczył łaskawie uświęcić i przyjąć nasze dary, a w zamian udzielił nam darów niebieskich. Tak np. w szóstą niedzielę po Zielonych Świątkach, modli się kapłan w naszym imieniu: „Daj się, Panie, przebłagać modły naszymi, a ofiarę ludu Twego przyjmij łaskawie, aby żaden ślub bezskuteczny, ani żadna modlitwa daremną nie była i daj, abyśmy osiągnęli to, o co z wiarą prosimy...".

W tej i jej podobnych modlitwach odbija się cała prostota i poufałość, z jaką mamy odnosić się do Boga, naszego najmiłościwszego Ojca. Dając Mu mało, to zaledwie na co nas stać, wiele jednak mamy się spodziewać, bo Bóg nie patrzy na dar dającego, lecz na jego serce. Pobudzajmy się więc do ufności i z prostotą dziecka przedkładajmy Ojcu Niebieskiemu, w tym miejscu Mszy świętej, nasze niezliczone potrzeby, błagajmy o łaski nam potrzebne w Imię Jezusa Chrystusa, bo On sam nas zapewnił, iż o cokolwiek będziemy prosić Ojca w Imię Jego, da nam (por. J 16, 23).
GK 10 (1936) 283-286.