TOM 9/ MSZA ŚWIĘTA: PO KOMUNII ŚWIĘTEJ

1. Antyfona
Po ablucji i ubraniu kielicha odczytuje kapłan antyfonę zwaną Communio. Jest to zwykle wyjątek z Pisma Świętego, czcigodna spuścizna przekazana nam przez świętych Apostołów. Źródłem jej bowiem i wzorem jest hymn, który z Apostołami odśpiewał sam Zbawiciel po Ostatniej Wieczerzy, tuż przed wyjściem do ogrodu Getsemani (Mt 26, 30).
Niegdyś, gdy był zwyczaj, że wszyscy obecni na Mszy świętej przystępowali do Komunii świętej, odśpiewywano w tym miejscu przez cały czas trwania Komunii pewien dłuższy hymn lub psalm, przeplatany jedną i tą samą antyfoną. Antyfona dzisiejsza jest jakby pamiątką tego liturgicznego śpiewu. Treść jej zwykle odpowiada uroczystości dnia i jest jakby jej krótkim streszczeniem.

2. Modlitwa „Postcommunio"
Po odczytaniu antyfony po Komunii świętej następuje wezwanie wiernych zwykłymi słowami: „Módlmy się" i końcowa modlitwa, zwana niegdyś
„modlitwą uzupełniającą", dziś zaś Postcommunio, czyli „modlitwą po Komunii". Modlitwa ta odpowiada Kolekcie i Sekrecie.
Treść jej stanowi prośba za tych wszystkich, którzy podczas Mszy świętej przyjęli Komunię świętą. Jest to prośba całej społeczności wiernych, bo choć dzisiaj nie wszyscy przystępują do Stołu Pańskiego, wszyscy jednak winni duchowo przynajmniej przyjąć Komunię świętą.
Kapłan jako przedstawiciel tej społeczności przed Bogiem wznosi w imieniu wszystkich gorące modły przed tron Najwyższego, by za przyczyną Świętego, którego pamięć w danym dniu obchodzimy, dał nam obfitość swych łask tak ogólnych, jak i szczególnych:
„Nasyceni zbawiennymi tajemnicami prosimy Cię, Panie, niechaj nas wspomagają modlitwy tych, których uroczystość obchodzimy".
W czym zaś mają nas przede wszystkim wspomagać modlitwy Świętych, wyraża się to w modlitwach innych dni:
„spraw prosimy Cię, Panie, za przyczyną Świętych męczenników twoich, abyśmy czystym sercem zachowali to, cośmy usty przyjęli"...
„...abyśmy działaniem pokarmu niebieskiego zostali odrodzeni";
„...abyśmy pod jego wpływem nauczyli się gardzić tym, co ziemskie, a miłować rzeczy niebieskie";
„...aby sakramenty Boże zawsze nas oczyszczały i broniły oraz do wiecznego zbawienia przyprowadziły".
Oto są najważniejsze prośby, które kapłan w na¬szym imieniu za przyczyną Świętych zanosi do Boga.

Niegdyś, gdy wszyscy wraz z kapłanem komunikowali, zagrzani miłością obecnego w nich Jezusa Chrystusa, wspólnie odmawiali te modlitwy. Ich stojąca postawa, ręce wzniesione wysoko do góry, płomień żarliwości z twarzy bijący, wszystko to jak najwymowniej nam mówi o doniosłości tych łask, o które błagali. I Bóg nie gardził ich prośbami, bo Komunia święta była dla nich codziennym lekarstwem na wszystkie słabości natury, potężnym bodźcem do świętości życia, możną obroną w krwawych prześladowaniach, a w końcu pewnym zadatkiem niebieskiej szczęśliwości.

3. Błogosławieństwo wiernych i rozesłanie
Odmówiwszy powyższą modlitwę, kapłan powraca na środek ołtarza, [...] i odwracając się do ludu po zwykłym pozdrowieniu: „Pan z wami", przeżegnaniu wiernych znakiem Krzyża ze słowami: „Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty - co przyjmują potakującym - Amen". [Kapłan] tonem zdecydowanym, pełnym niewymownej ufności, mówi: Ite, missa est - Idźcie, msza jest skończona... [co w wersji polskiej oddano: Idźcie w pokoju Chrystusa - na co lud: Bogu niech będą dzięki].

4. Głębszy sens „Ite, missa est"
Poczucie przyzwoitości wrodzone ludziom wprowadziło wszędzie i u wszystkich zwyczaj nieopuszczania zgromadzeń tak świeckich, jak religijnych, ażby przewodniczący dał pozwolenie albo znak odejścia.
Przestrzegali tego poganie przy swych zebraniach, tym bardziej chrześcijanie zgromadzeni na nabożeństwo, a szczególnie na słuchanie Mszy świętej. Stąd we wszystkich liturgiach były różne formy odprawiania wiernych, gdy się już służba Boża kończyła. W liturgii rzymskiej hasłem odejścia są słowa: Re, missa est. Słowa te jednak dla nas są czymś więcej niż zwykłym pozwoleniem lub hasłem odejścia. One bowiem zawierają w sobie pewnego rodzaju zapewnienie o zdobyciu przez nas wielkich skarbów nieba.
Tak jak Chrystus przed swym Wniebowstąpieniem, rozsyłając uczniów swych na wszystkie krańce świata, zapewnił ich o swej nieustannej pomocy: „Idźcie, nauczacie wszystkie narody..., a oto Ja jestem z wami aż do skończenia świata" (Mt 28, 19.20), tak samo kapłan przez owe słowa: Ite, missa est chciałby niejako powiedzieć: Idźcie, idźcie z ufnością w życie codzienne, bo jesteście już wzmocnieni na duchu tajemnicami Ołtarza, przygotowani na zwycięskie stoczenie życiowej walki, bo posiadacie w swym sercu Tego, który chciał pozostać z nami po wszystkie wieki, by być naszą wieczną i skuteczną obroną. Idźcie z niezłomną wiarą w pomoc Bożą, bo przez waszą obecność na Mszy świętej spełniliście najważniejszą czynność codzienną, możecie więc być pewni Opieki Bożej nad sobą, „ten bowiem co pobożnie wysłucha Mszy świętej - jak powiada Grzegorz Wielki - będzie wolnym dnia tego od wszelkiego niebezpieczeństwa, od wszelkiej złej przygody". Oby to zapewnienie rzeczywiście spełniło się na nas w całej swej pełni. Wreszcie kapłan całuje ołtarz [i odchodzi].
Błogosławienie ludu podczas Ofiary bierze początek w czasach apostolskich. We wszystkich bowiem językach i obrządkach z dawien dawna było ono w użyciu. Nie trzymano się wprawdzie jednego sposobu, nie w tychże samych częściach Mszy świętej ani jednakową liczbę razy ich udzielano, zawsze jednak i wszędzie błogosławiono.
W obrządku rzymskim niegdyś tylko sam biskup błogosławił; ponieważ jednak wielką zawsze przywiązywano wagę do kapłańskiego błogosławieństwa, wyłączny dotąd przywilej biskupów zaczęli sobie przywłaszczać wszyscy kapłani, tak iż już w dziesiątym stuleciu w tak powszechnym było użyciu, że bez zgorszenia wiernych nie mógł go kapłan pominąć. Bo rzeczywiście wielkie ma w sobie znaczenie to błogosławieństwo. Biskup, wyświęcając kapłana i namaszczając mu ręce, powiada: „Cokolwiek ręce te pobłogosławią, niech będzie błogosławione". Kapłan więc daje to błogosławieństwo w zastępstwie Boga samego; przez kapłana sam Bóg nas błogosławi.
Z jak głęboką więc wiarą, z jak gorącą pobożnością winniśmy je przyjąć! Błogosławieństwo to winno być dla nas jakby przypieczętowaniem owej zażyłości, w jaką weszliśmy z Bogiem, słuchając i ofiarując wraz z kapłanem Mszę świętą, ono winno być dla nas jakby zapewnieniem, że Bóg raczył łaskawie przyjąć naszą ofiarę, zadatkiem owych niewymownych łask i skutków Mszy świętej.

5. Ostatnie refleksje nad dawni} praktykę recytowania początku Ewangelii św. Jana przez odchodzącego od ołtarza kapłana
Po błogosławieństwie odczytuje kapłan początek Ewangelii św. Jana. Ewangelia ta poucza nas o podwójnej naturze Syna Bożego Jezusa Chrystusa, którego tu św. Jan nazywa Słowem: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Wszystko się przez nie stało, a bez niego nic się nie stało!...".
Początek Ewangelii św. Jana dla wzniosłej i głębokiej swej treści zawsze wysoko w Kościele był ceniony, toteż do różnych uroczystości prywatnych i kościelnych był wplatany. Kapłani już od niepamiętnych czasów z prywatnej pobożności poczęli go odmawiać, już to przy ołtarzu po skończonej Ofierze, już w drodze do zakrystii, albo też zaraz po zdjęciu szat kościelnych. Stąd Pius V przy poprawie Mszału rzymskiego, początek Ewangelii św. Jana, uczynił obowiązkowy w naszej Liturgii. Bardzo zresztą szczęśliwie, bo gdy się czyta, że to Słowo Boże, które przed wiekami było u Ojca równym Jemu Bóstwem, a przed dwudziestu wiekami wcielone przez swoich nie było poznane (por. J l, 10), mimo woli staje nam na myśli, że i dziś to Słowo z równą, co i pierwszy raz miłością na ołtarzu się wciela, a jednak jak dawniej przez niewielu tylko jest znane i czczone.
Oby te proste w swej formie i szacie rozważania Mszy świętej rozbudziły w naszych sercach gorący zapał do gorliwego zadośćuczynienia za ową niewdzięczną obojętność.
GK 12 (1938) 16-20.