TOM 9/ MSZA ŚWIĘTA: UCZTA OFIARNA

1. Uczta „dla wszystkich"
Jezus Chrystus przy „Ostatniej Wieczerzy" ustanowił Mszę świętą nie tylko jako ofiarę, ale też jako ucztę ofiarną. Rozważając opis ewangeliczny Ostatniej Wieczerzy, widzimy, iż Pan nasz Jezus Chrystus nie tylko chciał, by w niej uczestniczyli Apostołowie, ale również, by jej uczestnikami stali się wszyscy, którzy uwierzą w Jego Bóstwo i Człowieczeństwo. Przy Ostatniej Wieczerzy łamał chleb i rozdzielał go biesiadnikom, mówiąc: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje" (Mt 26, 26), podobnież rozdzielał i wino: „Bierzcie i pijcie to jest Krew moja" (por. Mt 26, 27n). Po czym tę niewymowną władzę przeistaczania chleba i wina w Ciało i Krew Pańską udzielił Apostołom, by to samo czynili na Jego pamiątkę. W ten sposób Jezus Chrystus wszystkim przygotował Swą Ucztę. Ucztę tę nazwał Chrystus „Ucztą Nowego Testamentu" (por. Łk 22,20), bo ją przyrządził w sposób dotąd nieznany, zastawiając napoje i pokarmy, jakich dotąd usta człowieka nie dotknęły: Ciało i Krew swoją.

2. Uczta zaspokajająca najwyższe pragnienia człowieka
Wiedział nasz Zbawiciel, że człowiek miał zawsze głód i pragnienie Boga, tęsknił zawsze za zjednoczeniem się z Nim, za własnym niejako ubóstwieniem. Jest to już także prawo natury, że niższe stworzenia wciąż dążą do [przemienienia] się w istoty wyższe. Wszystko co tylko istnieje, instynktownie wznosi się, by dopiąć wyższego stopnia życia. Minerały dążą do życia, rośliny do czucia, zwierzęta do rozumowania, człowiek w końcu pragnie i tęskni do życia Bożego. Przyroda wszystkie stworzenia zdaje się zadowalać, bezsilna jest tylko w stosunku do tęsknot człowieka. Przyroda wszystkich wywyższa, człowieka tylko pomija, bo nie jest zdolna zadośćuczynić jego pragnieniom. I tak, minerały rozpuszczone w sokach ziemnych są wchłaniane przez rośliny i wnet przemieniają się w nie, przedziwnym procesem asymilacji. Rośliny służąc za pokarm zwierzętom, podobnym sposobem przeistaczają się w nie, w końcu zwierzęta, stając się pokarmem człowieka, przechodzą z kolei w ludzką istotę, i tak najniższe stworzenia osiągają najwyższy stopień istnienia.
Jeden tylko człowiek opuszczony przez siły przyrody. Od początku swego istnienia stęskniony, pragnie własnego niejako ubóstwienia, na próżno jednak, między nim a Bogiem pozostaje zawsze nieskończoność. Czyżby człowiek na zawsze miał pozostać niezaspokojony w swych tęsknotach?
Czytając przepisy ofiarnych ceremonii, już u ludów pogańskich spostrzegamy, że obecni spożywali dary ofiarne, aby w ten sposób wchłonąć w siebie niejako istotę boską, nasycić się jej jestestwem. Lecz zawsze były to jeszcze próżne wzdychania i marzenia, aby dosięgnąć Boga.

3. Pokarm przebóstwiający wiernych. Apostrofa wdzięczności
By nasycić to ludzkie pragnienie, Sam Bóg musiał się zniżyć ku swemu stworzeniu. I oto w czasie Ostatniej Wieczerzy Chrystus, który umiłował swoje i do końca je umiłował (por. J 13, 1), podał na pożywienie ludzkie własne swe Ciało i własną swą Krew. Ustanowił ucztę Nowego Testamentu, ucztę, która ma ubóstwiać Jego wiernych. Przedziwny cud Boskiej Miłości! Człowiek, przystępując do tej anielskiej uczty, nie zatraca swego bytu, jak wszystkie inne stworzenia, nie asymiluje sobie istoty tego pokarmu niebieskiego, według praw przyrody, lecz sam przeistacza się niejako w pokarm tej niewymownej uczty, którym jest sam Bóg, Jezus Chrystus. Człowiek naprawdę posiadł Boga, wywyższył się nad anioły, ubóstwił się.
Dzięki Ci, Panie Jezu Chryste, za tę ucztę, na której Ty sam bywasz spożywany, dzięki Ci za to, żeś nakazał kapłanom codziennie odnawiać tę ucztę na Twych ołtarzach i że nas niegodnych wezwałeś do uczestni¬czenia w niej.

4. Komunia kapłańska poprzedzona aktem najgłębszej pokory
[...] Jak chleb jest naszym codziennym pokarmem, tak samo Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa winno być codziennym posiłkiem dla duszy naszej. Mamy go przyjmować wzywając „Imienia Pańskiego" (por. Ps 115,13), bo bez boskiej pomocy nigdy nie będziemy zdolni przyjąć Go jak należy. O tę godność przyjęcia Chleba niebieskiego, troszczy się kapłan w ciągu całej Mszy świętej. I teraz, gdy nadeszła chwila spożycia, jeszcze zda się drżeć i wzdrygać się, sam jakoby nie wiedząc, w jakich słowach ma przemówić do Tego Gościa Niebieskiego i jakim sposobem zaprosić Go do swego serca.
Z tego zakłopotania wyprowadza go przykład ewangelicznego setnika. Gdy mu bowiem zachorował jego ukochany sługa, udaje się do Jezusa, prosząc o cud. Jezus, widząc jego głęboką wiarę, kieruje swe kroki w stronę jego domu, a wtedy ten, wstrzymując Go, woła w najgłębszej pokorze: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale rzeknij tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój" (Mt 8,8).
Przedziwna wiara w moc słowa Bożego! Zachwycił się Boski Mistrz tymi słowami i uczynił zadość prośbom setnika. Kapłan, przejmując się uczuciami setnika, trzymając w ręku święte postacie i bijąc się w piersi, po trzykroć woła z głębi serca za setnikiem: „Panie nie jestem godzien... lecz rzeknij tylko słowo, a będzie zbawiona dusza moja".
Słowo Boże jest wszechmocne. „Słowa Zbawiciela - powiada św. nasza Matka Teresa - o wiele przewyższają w skutku, co wyrażają w brzmieniu, bo u Boga mówić jest to samo, co działać; słowo Jego, do przygotowanych dusz skierowane, wolnymi je czyni od wszystkiego, co ziemskie i cielesne, niczego oprócz czystego ducha w nich nie zostawia i czyni je przez to sposobnymi do zjednoczenia się z Duchem niestworzonym
GK 11 (1937) 370-372.

5. Serce kapłana i Serce Jezusowe w zespoleniu jedności pragnienia
O to „słowo wszechmocne", mamy usilnie błagać szczególnie w chwili przyjęcia Komunii świętej: „Rzeknij Panie słowo, a dusza moja będzie oczyszczona", stanie się godna Ciebie! Po tych słowach kapłan z ufnością [...], wymawiając krótki akt strzelisty: „Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej na żywot wieczny", spożywa niebieski pokarm.
Nastaje krótka chwila dziękczynienia... Kapłan rozmawia sam na sam z Chrystusem, lecz rozmowa toczy się bez słów. Serce kapłana i Serce Jezusowe spojrzeniem duszy się rozumieją, bo ich łączy jedno pragnienie, jeden cel.

6. W niewymownej poufałości z Bogiem i ekstazie
Po krótkiej chwili niewymownej poufałości, kapłan [...] pragnie uzewnętrznić swe szczęście, woła więc w ekstazie zdumienia i podziwu wobec ogromu łask, którymi go Bóg wzbogacił: „Cóż oddam Panu za wszystko, co mi uczynił?" (Ps 115,12) [...] równocześnie zbiera [...] z jak największą starannością okruszyny, jakie z Hostii Przenajświętszej mogły pozostać, i z pateny zsuwa do kielicha z Krwią Przenajświętszą; po czym bierze kielich z Krwią Przenajświętszą i [...] mówi nabożnie: „Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej na żywot wieczny" i potem wypija Krew Przenajświętszą.
GK 11 (1937) 404-405.