TOM 9/ MSZA ŚWIĘTA: WŚRÓD UCZUĆ ŚWIĘTEJ BOJAŹNI

1. Prośba o godne przyjęcie Komunii świętej
Trzecią prośbą, którą kapłan zanosi w modlitwach następujących po Modlitwie Pańskiej, jest prośba o godne przyjęcie Komunii świętej i o jej niewymowne skutki.
Kapłan, pochylony kornie nad ołtarzem, utkwiwszy wzrok w święte Postacie, sercem skruszonym i drżącym głosem przemawia: „Panie Jezu Chryste, przyjęcie Ciała Twego [...] niech mi nie będzie na sąd i potępienie, lecz dla Twej łaskawości, niech mi będzie pożytecznym na obronę duszy i ciała i niech mi posłuży za lekarstwo. [...]".
Prosta i krótka modlitwa, lecz jakże wymowna, jak obfita w treść i znaczenie! W modlitwie tej, zwraca się najprzód kapłan myślą do strasznego wyroku Bożego, zapowiedzianego przez św. Pawła na przyjmujących niegodnie Komunię świętą: „Ktokolwiek by jadł ten Chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien Ciała i Krwi Pańskiej... Który je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije!" (l Kor 11, 27. 29).

2. Potrzeba przejęcia się wielkością Majestatu Bożego i świętością Boga
Kapłan już tylekroć podczas Mszy świętej bił się w piersi, już tyle razy ponawiał akty skruchy i żalu, wciąż jednak drży jeszcze i lęka się, owszem w miarę zbliżania się chwili Komunii świętej bojaźń jego powiększa się. Skąd ta - na pozór przesadna - bojaźń? Wszak na karę potępienia, według wyroku św. Pawła i wedle nauki Kościoła świętego, ci tylko zasługują, co ze świadomością nie odpuszczonego grzechu śmiertelnego, ważą się przystępować do Stołu Pańskiego; kapłan zaś nie poczuwa się do grzechu ciężkiego. Świadomość grzechu nie dałaby mu spokoju, już dawno by go zmusiła odejść bezwzględnie od ołtarza. Czemu więc drży cały i trwoży się?
By to zrozumieć, musiałby nasz umysł przebić nieskończoność i wglądnąć w istotę samego Bóstwa, musiałby przeniknąć niewymowną tajemnicę Najświętszego Sakramentu, zgłębić bezgraniczny ocean Boskiego Majestatu, jego świętości i nieskończonej doskonałości.

3. Wyznania świętych, Bonawentury i Teresy
Święta Teresa powiada, iż raz ujrzała w Hostii świętej Boskie Człowieczeństwo w tak nadzwyczajnie wzniosłej chwale i majestacie, iż po tym widzeniu przez kilka dni z nadmiaru zdumienia przyjść do siebie nie mogła. W Hostii bowiem, jak nas poucza wiara święta, jest rzeczywiście i prawdziwie obecny Ten, przed którym drżą aniołowie, na którego Imię zgina się wszelkie kolano (por. Flp 2,10): Syn Jednorodzony Ojca Niebieskiego, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. I ten sam Bóg, nieskończenie święty i doskonały, niezmienny w swej istocie, przystosowując się do naszej ułomności, ukrywa swą wielkość i majestat i staje się naszym pokarmem, jednoczy się z swym nędznym stworzeniem, zjednoczeniem ścisłym, nierozerwalnym.
Któż wierząc mocno w tę prawdę, nie będzie drżał z bojaźni, przystępując do Komunii świętej? Tą prawdą do tego stopnia byli przejęci Ojcowie Święci, iż straszny wyrok św. Pawła nie ograniczali do świętokradców tylko, lecz rozciągali go i na tych, którzy choć wolni od wszelkiego grzechu, przystępowali do Komunii świętej opieszale bez zastanowienia się i bez głębokiego przejęcia się wzniosłością chwili. Święty Bonawentura, streszczając wspólny głos Ojców Kościoła, woła: Doświadcz człowiecze siebie, z jaką miłością i z jaką gorliwością przystępujesz... bo niegodnie przystępujesz, jeśli nie przystępujesz z należytym uszanowaniem, uwagą i skupieniem.
Oto myśl, która przyprawia kapłana o bojaźń i trwogę! Myśl ta, winna towarzyszyć i nam podczas naszego przygotowania do Komunii świętej, winna
zagłuszyć wszystkie inne myśli, a zwrócić umysł nasz jedynie na Boga, na Jego nieskończoną miłość ku nam, na Jego Majestat i Świętość.
GK 11 (1937) 233-235.

4. Przestroga przed nieuzasadnione bojaźnią i zachęta do ufności
Jednak nie powinniśmy wpadać w drugą ostateczność, by pod pozorem własnej niegodności, wstrzymywać się od częstej Komunii świętej, byłaby to fałszywa i zgubna bojaźń. Jezus bowiem zna naszą ułomność, naszą nieudolność, wie, iż nigdy nie będziemy w stanie przyjąć Go z taką godnością, na jaką On zasługuje, mimo tego zaleca nam jak najczęstsze przystępowanie do Niego, owszem, pod groźbą utraty żywota wiecznego nakazuje to nam, żąda tylko od nas odrobiny dobrej woli, by godnie Go przyjąć, resztę On już sam dopełni. Okażmy więc naszą dobrą wolę, naszą usilność w przygotowaniu się i z ufnością zbliżajmy się do niebieskiej uczty.
GK 11 (1937) 291-292.