4/ Zniekształcone pojęcia dziecięctwa duchowego

Są wśród chrześcijan, nawet teologicznie wykształconych [tacy], którzy nie mając miłości, nie umieją się wczuć w piękno dziecięctwa duchowego, nie odczuwają wdzięku Bożego w duszach dziecięcych i nierzadko traktują dziecięctwo jako formę dusz rozpieszczonych sentymentalizmem duchowym; nie rozumieją oni Ewangelii. Są też dusze, które pieszczą się nie dziecięctwem, ale dziecinnością, zaczynają ząbkowanie, uczą się dziecinnie "paplać" o małej drodze, rzucać kwiatki i listki i przybierają w objawach pobożności cechy śmieszności, nie mające nic wspólnego z prawdziwym obliczem dziecięctwa.

Droga dziecięctwa na pozór najłatwiejsza, w rzeczywistości jest ciasną drogą i wąską bramą ewangeliczną, prowadzącą do królestwa (por. Mt 7, 14), wymagającą całkowitego zaparcia się siebie (por. Mt 16, 24). Z drugiej strony ma w sobie tyle wdzięku i tyle delikatności, że zachwyca maluczkich według świata, a zakryta jest przed mądrymi (por. Mt 11, 25). Maluczcy dlatego, że maluczcy, tą drogą idą i przez bramę z łatwością przechodzą; wielcy zaś dlatego, że są wielkimi i szerokimi, w pysze swojej na szerokiej drodze na zatracenie spieszą (por. Mt 7, 13-14).

W: O. Anzelm Gądek, Traktat o dziecięctwie duchowym, Łódź 2003.